Evolute Institute

Odnalezienie spokoju ze strachem przed byciem niewystarczająco dobrym - Raporty z podróży Evolute Psilocybin - Leon

Spis treści
uczestnik instytutu leon evolute

Autor: Leon, Uczestnik rekolekcji EvoLEAD 2023

"Och, drogocenna świadomości, jesteś wszystkim, co mam. Moim oknem na świat. Muszę cię chronić jak własne dziecko".

To były pierwsze rzeczy, z których zdałem sobie sprawę podczas podróży. W tamtym czasie nie miałem pojęcia, że tragicznie stracę kontrolę nad swoją świadomością podczas podróży. Ale najpierw najważniejsze.

Jak w ogóle doszło do tego, że wziąłem udział w rekolekcjach?

Cóż, mam teraz 27 lat i w ostatnich latach spędziłem dużo czasu zastanawiając się nad sobą i swoją przeszłością. Dzięki autorefleksji zdałem sobie sprawę, że często mam myśli, które mnie martwią. U podstaw tych myśli leży poczucie, że nie jestem wystarczająco dobry.

Na przykład, po studiach psychologicznych zacząłem pracować jako trener przywództwa w średniej wielkości firmie. Uwielbiam swoją pracę i jestem wdzięczna, że mogłam wziąć na siebie odpowiedzialność tak wcześnie. Ale jednocześnie zdałem sobie sprawę, jak mój strach mnie ograniczał. Kiedy przemawiałem przed grupami, słuchałem siebie i sprawdzałem, czy to, co mówię, ma sens. Nawet w życiu prywatnym często czułem się niepewnie, czy jestem wystarczający dla moich przyjaciół i bliskich. We wszystkich tych sytuacjach nie byłem w pełni obecny w danej sytuacji, ale zamiast tego skupiałem większość swojej uwagi na sobie. Na poziomie racjonalnym byłem w stanie przekonująco zapewnić samego siebie, że wszystko jest ze mną w porządku. Otrzymuję doskonałe opinie w pracy, mam wielu przyjaciół, którzy mnie doceniają i jestem jedną z wyraźnie uprzywilejowanych osób na świecie. Mogę uważać się za szczęściarza. Ale pod racjonalną powierzchnią czasami pojawiało się uczucie oderwania, pustki i nieadekwatności. Miałem wrażenie, że nie dochodzę już nigdzie "normalnymi" racjonalnymi ścieżkami.

Miałem już doświadczenie z psychodelikami. Wiedziałem, że psychodeliki mogą pomóc mi znaleźć nowe perspektywy poza moim racjonalnym punktem widzenia. Perspektywy, które są trudne do zwerbalizowania i dlatego mogą być opisane tylko w ograniczonym zakresie za pomocą tych słów. Tęskniłem za poziomem, który pozwoliłby mi smakować, czuć i uchwycić mój strach wszystkimi zmysłami. Jednak podczas poprzednich podróży otoczenie było zbyt gorączkowe, z wieloma interakcjami społecznymi w stymulującym otoczeniu. Moja uwaga była bardziej skupiona na zewnątrz. Kiedy usłyszałem, że podczas podróży w EvoLead nie będzie żadnych interakcji i że będę leżał przytulony na przytulnym materacu z maską do spania, zaintrygował mnie pomysł zanurzenia się głęboko w mojej własnej świadomości.

Przygotowania do psychodelicznego odosobnienia

Te tygodnie były ekscytujące i intensywne. Zespół Evolute przywiązywał dużą wagę do faktu, że każdy skupił się na sobie z wyprzedzeniem i sformułował jasną intencję podróży. Odbyły się różne sesje wejściowe i coachingowe, aby znaleźć ostateczną intencję.

Po tym, jak przez kilka tygodni zajmowałem się wieloma sprawami, moja ostateczna intencja brzmiała: "Chcę znaleźć wewnętrzny spokój z moim lękiem przed byciem niewystarczająco dobrym.

Zespół zadbał o to, by wszyscy uczestnicy poznali się wcześniej. Podczas trzech intensywnych sesji zoom dzieliliśmy się intymnymi sprawami, śmialiśmy się razem i budowaliśmy wzruszającą bliskość pomimo dużej odległości. Czułem się tak, jakby napięcie związane z rekolekcjami rosło z każdą sesją i każdą wymianą z innymi, a w pewnym momencie było prawie nie do zniesienia.

Na szczęście weekend w końcu nadszedł. Kiedy przyjechałem, czułem się, jakbym znał innych uczestników i zespół kierowniczy od lat. Nie trzeba było długo czekać. Żadnego żmudnego budowania psychologicznego bezpieczeństwa. Od razu poczułem się jak w domu. Przyczynili się do tego również gospodarze ośrodka Athanor. Zapewniali nam lekkie, wyrafinowane i po prostu pyszne jedzenie przez cały czas trwania odosobnienia. Kolejnym dobrym czynnikiem były zmysłowo i przytulnie urządzone sale seminaryjne - z wygodnymi poduszkami, kocami (w razie potrzeby kilkoma) i świecami. Niczego nie brakowało i mogłam po prostu zatopić się w odosobnieniu. Fakt, że nie było ustalonej agendy, był dla mnie bardzo przyjemny. Od samego początku czułam, że mogę zaufać zespołowi. Pozwoliło mi to w pełni zaangażować się w każde ćwiczenie w danym momencie, nie martwiąc się o to, co będzie dalej.

Dzień ceremonii

"Odpuść sobie" był głównym motywem rekolekcji, a zwłaszcza podróży. Ponieważ lubiłem nie wiedzieć dokładnie, co się wydarzy, nie chcę wchodzić w zbyt wiele szczegółów na temat poszczególnych wydarzeń. Chciałbym jednak podzielić się kilkoma ogólnymi atrakcjami.

Chociaż psychodeliczne doświadczenie było głównym celem dla wielu osób rejestrujących się na EvoLead, byłem pod szczególnym wrażeniem poświęcenia i powagi, z jaką inne punkty programu zostały przygotowane i towarzyszyły im.

Wiele wydarzyło się w ciągu jednego dnia. Dzień zazwyczaj zaczynałem od delikatnej sesji jogi, po której następowała medytacja. Taki początek pomagał mi świadomie wejść w dzień po wstaniu z łóżka. Po śniadaniu było wiele różnych ćwiczeń, które były dobrze wyważone. Oprócz wkładu i refleksji dla umysłu, były też ćwiczenia dla ciała, a także dla duszy. To było dla mnie idealne, ponieważ mogłem odkryć nowe podejścia do mojej świadomości obok mojego zwykłego racjonalnego podejścia. Chociaż niektóre ćwiczenia wydawały się początkowo nieznane, byłem w stanie coś z nich wynieść i poznać siebie na wiele nowych sposobów. Zespołowi udało się stworzyć psychologiczne bezpieczeństwo w grupie w szczególny sposób, tak że każdy czuł się komfortowo nawet przy ćwiczeniach, które na początku wydawały się dziwne. Niektóre ćwiczenia, takie jak taniec ekspresji czy praca z oddechem, poruszyły mnie do tego stopnia, że byłam nimi głęboko poruszona i zafascynowana. Nadal włączam niektóre z tych ćwiczeń do mojego codziennego życia. W międzyczasie było wystarczająco dużo czasu, aby zastanowić się nad moimi intencjami poprzez prowadzenie dziennika i coaching.

Napięcie poprzedzające wyjazd zostało spotęgowane przez ćwiczenia i rozmowy, które wspólnie przeprowadziliśmy i osiągnęło swój szczyt na krótko przed wyjazdem. Teraz chciałbym podzielić się kilkoma słowami na temat samej podróży i tego, czego się z niej nauczyłem pod względem mojej intencji. Chciałbym dodać, że wiele traci się opisując to doświadczenie.

Moja podróż przeszła przez wiele różnych faz. Po tym, jak początkowo z wdzięcznością i pokorą stanąłem przed własną świadomością, wszedłem w fazę, której doświadczyłem jako mrocznej. Aktywnie wybierałem tematy, o których chciałem myśleć i z którymi chciałem się utożsamiać, takie jak nieco uśpiona relacja z moją matką - lub trudna przeszłość mojej dziewczyny.

Ale w tamtej chwili wszystko wydawało mi się bez znaczenia. Czułem się pusty. Bez emocji. Bez empatii. Stopniowo czułem się coraz gorzej. Zalewały mnie negatywne myśli: "Wydałeś na to pieniądze? Co masz powiedzieć w domu o tym, czego się nauczyłaś? Że tak naprawdę wszystko jest bez znaczenia i nie ma sensu?". Negatywna spirala doprowadziła mnie do głębokiego dołka. Byłem samotny, oddzielony i przygnębiony - wszystkie uczucia, których normalnie nie rozpoznawałem. "To nie jestem ja" - pomyślałem sobie. Zwykle jestem optymistą i mam dobry nastrój. Szklanka jest dla mnie zawsze do połowy pełna. W tamtym czasie nie zdawałem sobie sprawy, że byłem w samym środku mojego zamiaru stawienia czoła strachowi. Nie czułam się wystarczająco dobra i byłam dla siebie odpowiednio surowa. Postrzegałem siebie jako nieczułego nieudacznika, który nie miał heroicznej historii do opowiedzenia po podróży.

Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, uspokoiłem się. "Po prostu się zrelaksuj. Wciąż masz mnóstwo czasu. Przestań próbować samodzielnie kontrolować swoją podróż". Delikatnie wziąłem się za rękę i zdałem sobie sprawę, jak mogę zanurzyć się głębiej w moją podróż. W coraz większym stopniu zacząłem nawiązywać kontakt z ludźmi, których napotkałem w sobie i byłem w stanie ponownie poczuć empatię i więź ze sobą i innymi. Bardzo radosne epizody przeplatały się z bolesnymi i niepokojącymi. Pomiędzy nimi były też fazy, w których znów byłem dla siebie surowy. Chciałam czuć więcej, łączyć się bardziej z ludźmi z mojego życia. Ale od tego momentu postrzegałem te fazy jako lekcje, w których mogłem wypróbować moją nowo nabytą łagodność ze szczyptą humoru. "To ludzkie chcieć wszystkiego naraz. Wyluzuj, Leon. Jesteśmy w miejscu, w którym stawiasz pierwsze kroki. Poprowadzę cię ostrożnie i przyjrzymy się wszystkiemu w spokoju.

To, co jest, jest. To, co nie jest, nie jest". Ten pewny siebie spokój dobrze mi zrobił. Z czasem coraz lepiej potrafiłam się uspokoić i zaakceptować siebie. Miałem przy sobie przyjaciela, który towarzyszył mi z miłością. Tym dobrym przyjacielem byłem ja.

Zacząłem postrzegać siebie coraz bardziej jak silne drzewo - mocno zakorzenione i z wieloma mocnymi stronami. Czułem się tak, jakbym mógł objąć całe otaczające mnie cierpienie poprzez drzewo. Poczułem głębokie połączenie z moim otoczeniem. Pod koniec podróży obudziła się we mnie zabawna i pełna humoru strona. Radośnie podrygiwałam do piosenek i byłam pełna zabawnych myśli. Podróż była kolejką górską emocji, a pod koniec czułem się bardzo wyczerpany wszystkim, czego doświadczyłem. Jednocześnie byłem głęboko zainspirowany i poruszony - zarówno moim własnym doświadczeniem, jak i widokiem wyczerpanych, ale spełnionych twarzy innych uczestników. Mogłem wczuć się w ich podróż i poczułem silną więź. Byłem też wdzięczny zespołowi kierowniczemu, który przeprowadził mnie przez całą podróż. Byli przy mnie w trudnych emocjonalnie momentach.

rysunek integracyjny z psychodelicznego odosobnienia
Rysunek Leona z sesji integracyjnej po ceremonii

Wracam

Po podróży spędziłem wieczór z innymi. Następnego dnia podzieliliśmy się naszymi podróżami i byłem przytłoczony różnorodnością podróży i podstawowymi rzeczami, których ludzie doświadczyli. Zdałem sobie sprawę, że to niekoniecznie treść spostrzeżeń tak bardzo mnie poruszyła. Gdybyś miał zapisać poszczególne spostrzeżenia na kartce papieru, inna osoba czytająca je sklasyfikowałaby je jako nie przełomowe, być może nawet banalne. Jednak każdy, kto widział świetliste oczy i emocje, z jakimi poszczególni ludzie relacjonowali swoje podróże, wyczuwał, że nie tylko zrozumieli coś głębokiego dla siebie, ale także doświadczyli i poczuli to. Podróż wydawała się wizualnym dowodem, którego brakuje, gdy jesteś tylko racjonalnie przekonany o czymś, ale nie wewnętrznie poruszony.

A jak sobie radzę kilka tygodni po rekolekcjach? Czy odnalazłem wewnętrzny spokój z moim lękiem przed byciem niewystarczająco dobrym? Po pierwsze: ten strach nadal istnieje. Są chwile, kiedy wracam do starego wzorca i stawiam sobie niemal nieosiągalne wymagania. Ale stały się one znacznie rzadsze. Patrzę na siebie i strach innymi oczami. Kiedy się pojawia, niemal cieszę się, że mogę go złapać. Dziękuję sobie i życiu za możliwość ćwiczenia. W takich chwilach przypominam sobie, że jestem najważniejszą osobą w moim życiu. Przed odosobnieniem to zdanie wydawałoby się aroganckie i pochłonięte sobą. Teraz jest to całkowicie naturalne. Podróż pokazała mi, że bycie twardym dla siebie prowadzi do poczucia winy i oddziela mnie od siebie i mojego otoczenia. Zdałem sobie sprawę, że moja świadomość jest jedynym dostępem do mnie i do wszystkiego, co mnie otacza. Kluczem do mojej świadomości jest współczucie dla siebie. Zdałam sobie sprawę, że jestem kochana i dlatego chcę traktować siebie z miłością. Kiedy wewnętrzny krytyk staje się głośny, chcę go odsunąć na bok z całą moją miłością i przytulić. Ta postawa jest dla mnie wciąż nowa i wymaga dalszej troski i praktyki. Chcę dać sobie na to czas.

Nawet pustka, którą uważałem za nieprzyjemną na początku podróży, pokazała mi wiele z perspektywy czasu. Pokazała mi w ekstremalnej formie, co może się stać, jeśli doprowadzę moje samokrytyczne zachowanie do skrajności. Z drugiej strony byłem w stanie zdać sobie sprawę, że pomimo mojego przekonania podczas podróży, że ta pustka nie należy do mnie, ma ona miejsce w moim życiu. Pustka jest tak naprawdę częścią mnie. Po prostu nigdy nie miała miejsca w moim życiu i dlatego została wcześnie oddzielona.paradoks pustki i pełni

Dziś wiem, że chcę dać jej przestrzeń, ponieważ po drugiej stronie daje ona kompletności możliwość wypełnienia jej. Bez pustki nie ma miejsca na pełnię. Tłumienie tej strony tłumi moją żywotność. Uświadomienie sobie tego faktu sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad tym, jakie inne części siebie oddzieliłam w trakcie mojego życia. Od tego czasu pracuję nad moimi wewnętrznymi cieniami, aby odkryć cechy, które składają się na moją ludzką egzystencję. Jedną z rzeczy, która bardzo mi w tym pomaga, jest taniec ekspresyjny. Pozwala mi on dać przestrzeń emocjom, które w codziennym życiu często odsuwam na bok. Na przykład w tańcu regularnie opłakuję ideał, którym chciałabym być. W ten sposób stopniowo żegnam się z moim idealnym "ja". Wydaje mi się to bardziej holistyczne niż racjonalizowanie, dlaczego jestem dobrym facetem.

Pomogło mi to również w innej kwestii. W ostatnich latach zauważyłem, jak zmieniły się niektóre aspekty mojej osobowości. Na przykład zdałem sobie sprawę, że do mojej ekstrawertycznej strony, która kiedyś była bardzo wyraźna, dołączyło coraz więcej introwertycznych części. W moim życiu przed programem EvoLEAD często zadawałem sobie pytanie: "Jaka jesteś naprawdę teraz? Introwertykiem czy ekstrawertykiem?". Chciałem precyzyjnie i przewidywalnie umiejscowić się na kontinuum w różnych sytuacjach. Teraz wiem, że nie jestem ani introwertykiem, ani ekstrawertykiem. Jestem jednym i drugim. Nie, tak naprawdę jestem wszystkim. Nie chcę się fiksować. Chcę być płynny i pozwalać sobie na bycie kimkolwiek w dowolnym momencie. Tak też chcę wchodzić w interakcje z innymi ludźmi. Pomysł, że jako istoty ludzkie jesteśmy kompletni od samego początku, jest dla mnie inspirujący. Stopniowo tracimy ten wgląd w życie i od tego momentu poszukujemy kompletności. Myśl, że wszystko już jest, daje mi spokój w chwilach zwątpienia.

Po wycieczce byłem zachwycony tym, jak zespół wspierał nas w integracji naszych odkryć z codziennym życiem. Widać było, że naprawdę zależy im na rozwoju każdego z nas. Byłem szczególnie wdzięczny za pomocne rekomendacje książek i sugestie dotyczące tematów, które mogłem dalej zgłębiać. Cieszyłem się, że oprócz literatury zachodniej uwzględniono również wiele pomysłów z tradycji Wschodu. Pomocne były również sesje integracyjne z innymi po odosobnieniu. Wiele dla mnie znaczyło ponowne spotkanie z innymi uczestnikami i wspólna rozmowa o naszych doświadczeniach. Nie mogę wystarczająco podziękować całemu zespołowi i każdemu uczestnikowi za uczynienie programu tak wyjątkowym doświadczeniem dla mnie. Program ma miejsce głęboko w moim sercu i żyje we mnie. Gorąco polecam go każdemu, kto jest zainteresowany poważnym rozwojem osobistym. Mam wrażenie, że dzięki tym rekolekcjom jestem na tropie czegoś bardzo głębokiego.

Dimi_square_small

Dr Dmitrij Achelrod,

współzałożyciel Evolute Institute

Czujesz się zainspirowany?
Porozmawiajmy

Zapraszamy do umówienia się z nami na rozmowę telefoniczną. Wspólnie odpowiemy na wszelkie Twoje pytania. Możemy zbadać, czy jeden z naszych programów rekolekcyjnych jest obecnie dla Ciebie odpowiedni.

Kogo znasz, kto jeszcze byłby zainteresowany tym postem?
Udostępnij za pośrednictwem
Zapisz się do newslettera Insights
Najwyżej raz na 2 tygodnie.
Żarówka reprezentująca spostrzeżenia bloga
Żarówka reprezentująca spostrzeżenia bloga

Przyspiesz swoje dążenie do rozwoju i lepszego samopoczucia

Zapisz się na rozmowę z ekspertem Evolute na żywo

Przełomowe pomysły czołowych myślicieli w rozmowie z naszymi gospodarzami Evolute. Uzyskaj unikalny wgląd we własną ścieżkę rozwoju osobistego, zawodowego i duchowego. Za darmo.

Rejestrując się, wyrażasz zgodę na otrzymywanie wiadomości od Evolute Institute. Twoje dane nie będą udostępniane osobom trzecim.

"Kiedy odpuszczam to, kim jestem, Staję się tym, kim mógłbym być".

- Lao-Tzu

Otrzymuj spostrzeżenia i aktualizacje wydarzeń od Evolute Institute